Forum Twierdza Zdobywców Strona Główna Twierdza Zdobywców
Wejdź do Twierdzy i ogrzej się gdyż Twoja podróż musiała być nużąca.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Rennard: Kroniki Bezbożnej Krainy

 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Twierdza Zdobywców Strona Główna -> Nasza Twórczość
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rennard
Moderator
Moderator



Dołączył: 07 Wrz 2005
Posty: 104
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zielona Góra

PostWysłany: Pią 12:30, 23 Wrz 2005    Temat postu: Rennard: Kroniki Bezbożnej Krainy

Opowieści z bezbożnej krainy cz.1



Dopiero świtało kiedy Rennard się zbudził. Tej nocy mało spał, ze względu na to, co tego dnia miało się wydarzyć. Dzisiaj od najwyższego kapłana miał otrzymać zadanie, od którego wykonania miało zależeć to, czy nadaje się na kapłana Nerulla, boga śmierci.
Nie mógł spać. Za bardzo drażniło go pytanie jakiego zadania udzieli mu najwyższy kapłan. Dla upływu czasu zaczął rozmyślać o swojej przeszłości. Nie wiedział zbyt wiele poza tym, że mieszka w świątyni od około 170-ciu lat. Kapłani bardzo starannie go wychowywali, dostarczali mu niezbędnej wiedzy kapłańskiej, nauczyli go biegle władać kosą, oraz nauczyli kilku łatwych zaklęć. Nigdy nie wspominali nic o jego rodzicach i o tym jak trafił do świątyni, a kiedy któregoś o to spytał odpowiadał tylko, że dowie się, ale w swoim czasie. Minęło już 170 lat! - pomyślał.
Od pewnego czasu jedno z pytań naprawdę go dręczyło. Mianowicie był on jedynym elfem w świątyni i z tego co mówiono mu o elfach i ich naturze jest najprawdopodobniej jedynym elfim adeptem na kapłana Nerulla na świecie. Z tego co mu powiedziano elfy kochają życie, zabawę, nienawidzą zła...
Jestem przeczeniem wszystkiego co elfie - Pomyślał z lekkim uśmiechem na twarzy. Nie martwił się zbytnio swym obecnym położeniem, wręcz przeciwnie. Wznosił dziękczynne modły do Nerulla za to, że nie musi każdego dnia oglądać innych bufonowatych elfów.
W jego pokoju trochę się przejaśniło. Świątynia nie była zbyt jasnym miejscem i nawet za dnia panowała w niej ciemność. Jego pokój był jedynym miejscem w gmachu, do którego wpadało jakiekolwiek światło słoneczne. Wstał z łóżka i wyjrzał przez małe okienko, które sam wybił w ścianie. Nie lubił zbytnio światła, ale całkowita ciemność także go nie zachwycała, o wiele lepiej się czuł, kiedy w jego pokoju panował półmrok. Inni kapłani nie pochwalali jego upodobania do światła, na zebraniach niektórzy rzucali hasła na temat wydalenia Rennarda ze świątyni, ale najwyższy kapłan zawsze uspokajał i ich i wmawiał, że on jest niby kluczem do jakiegoś zwycięstwa. W ciągle im to powtarzał, ale Rennard nigdy nie uważał najwyższego kapłana za całkowicie normalnego, a jego wypowiedzi były co niemniej zbzikowane, no bo jak niby on zwyczajny elf miałby być kluczem do jakiegokolwiek zwycięstwa. Obecnie najwyższy kapłan był najstarszą osobą w świątyni. Ponoć liczył już ponad 200 lat. Inni kapłani uważali, że to Nerull obdarował go niezwykłą mocą życia wiecznego, Rennard uważał po prostu, że najzwyczajniej zmienił się w jakiś rodzaj nieumarłego, ze względu na jego okropnie rozkładające się ciało i smród za nim ciągnący. Wbrew wszystkiemu najwyższy był jedyną osobą w świątyni, która się o niego na swój sposób troszczyła, w końcu to on go wychował. Młodzieniec darzył go szacunkiem choć nawet nie znał jego imienia. Nikt go nie zna. Kiedy się go o to spyta odpowiada, że ten kto zna jego imię posiada władzę nad jego duszą, a tym jedynym jest Nerull.
Słońce unosiło się lekko nad horyzontem. Włożył na siebie swoją lekką zbroję wykonaną ze skórzanych pasków nałożonych na skórzane spodnie i kaftan. Następnie założył swoją szatę. Była to prosta czarna szata z kapturem niczym nie wyróżniająca się od innych. Oraz wziął swoją kapłańską broń – kosę. Po krótkim odmówieniu porannej modlitwy wyszedł i skierował swe kroki w stronę sali, w której miał się spotkać z najwyższym kapłanem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Van
Stały Bywalec
Stały Bywalec



Dołączył: 15 Wrz 2005
Posty: 32
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 19:44, 23 Wrz 2005    Temat postu: Re: Rennard: Kroniki Bezbożnej Krainy

Rennard napisał:
Opowieści z bezbożnej krainy cz.1



Dopiero świtało kiedy Rennard się zbudził. Tej nocy mało spał, ze względu na to, co tego dnia miało się wydarzyć. Dzisiaj od najwyższego kapłana miał otrzymać zadanie, od którego wykonania miało zależeć to, czy nadaje się na kapłana Nerulla, boga śmierci.
Nie mógł spać. Za bardzo drażniło go pytanie jakiego zadania udzieli mu najwyższy kapłan. Dla upływu czasu zaczął rozmyślać o swojej przeszłości. Nie wiedział zbyt wiele poza tym, że mieszka w świątyni od około 170-ciu lat. Kapłani bardzo starannie go wychowywali, dostarczali mu niezbędnej wiedzy kapłańskiej, nauczyli go biegle władać kosą,


Jest kilka powtórzeń (te zaznaczone Razz ) ale mimo to bardzo miło się czyta. Mam nadzieje że w następnej cześci będzie mniej tego rodzaju błędow i mam nadzieje że szybko sie pojawi Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roele
Skryba
Skryba



Dołączył: 31 Sie 2005
Posty: 228
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Sob 10:37, 24 Wrz 2005    Temat postu:

Czyli rozumiem, że teraz nasz Rennard czeka na feedback Wink

Spoko. Cóż, twoja proza wydaje się być na odpowiednim poziomie. Oprócz powtórzeń, które już zauważył przedmówca nie ma zbyt wiele błędów. Najwazniejższe to brak ortów (ja nic nie widzę Wink) i dobrze stosowana interpunkjca. Zdania ogólnie wiążą się w logiczną, przyjemnie czytającą się całość. Styl też jest wporządku, powiedziałbym dostateczny. Ale co z tego, skoro na pierwszy rzut oka twoje opowiadanie odpada przy innych. Nikt nie zwróci uwagę na coś co zajmuje niecałą jedną trzecią drukowanej strony. Wiem, że pewnie pisałeś to dla siebie tylko Wink ale jak rozmnosżysz to tak ze sto razy, wtedy powstanie coś co można by nazwać opowiadaniem.

Treści i języka nie będę oceniał, pozostawie to innym Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Valita
Weteran
Weteran



Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 319
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Sigil, Miasto Drzwi

PostWysłany: Sob 11:13, 24 Wrz 2005    Temat postu:

Zgadzam się z przedmówcami, ogólnie w porządku, tylko te powtórzenia rzucają się dość trochę w oczy...

Roele napisał:
Ale co z tego, skoro na pierwszy rzut oka twoje opowiadanie odpada przy innych. Nikt nie zwróci uwagę na coś co zajmuje niecałą jedną trzecią drukowanej strony.


Roele, zauważ, że na samym początku swojego opowiadania Rennard napisał "Opowieści z bezbożnej krainy cz.1" więc chyba ciąg dalszy nastąpi, co nie? Wink Nie oceniajmy długości, uznajmy to za przystawkę Twisted Evil .

A co do fabuły i treści... Trudno ocenić coś po tak zwanym 'preludium', ale póki co zapowiada się ciekawie, elf - kapłan Nerulla to jest jakiś pomysł. Tylko qrczę nie mogę sobie wyobrazić wątłego przedstaiciela 'pięknego ludu' z kosą w ręku Shocked . Hm...

Małe pytanko: Rennard (w senscie twój OC, nie ty Wink ) należy do jakiejś konkretnej elfiej rasy, czy jest po prostu... Eeee... Elfem? Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rennard
Moderator
Moderator



Dołączył: 07 Wrz 2005
Posty: 104
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zielona Góra

PostWysłany: Sob 0:32, 01 Paź 2005    Temat postu:

Drzwi od komnaty głównej zaskrzypiały, kiedy Rennard pchnął je aby się otworzyły. Na środku sali znajdował się ołtarz wykonany z czarnego kamienia. Wokół niego stały długie ławy przygotowane dla wiernych, zaś na czterech równo rozstawionych kolumnach wisiały pochodnie. Koło ołtarza stała trójka wysokich kapłanów świątyni. Kiedy chłopak wszedł przemówił najwyższy rangą spośród nich:
- Ah! Rennard – wyraził z wyraźnym zadowoleniem w głosie. – Mój wychowanek, najbardziej obiecujący adept oraz jedyny elfi sługa Nerulla, przybył tu aby otrzymać zadanie! Czy tak?
- Tak... – Odpowiedział – Przybyłem po moją misje o mistrzu – wypowiedział chyląc głowę.
- Nie! Nie zgadzam się, aby dopuścić tego elfa do jakiegokolwiek zadania! – Krzyknął jeden z pozostałych kapłanów, na co drugi mu przytaknął skinieniem głowy.
- Cisza! – Wrzasnął najwyższy. – To ja i Pan Śmierci decydujemy tutaj kto ma zostać kapłanem a kto nie! Ja się zgodziłem, a Nerull jak na razie nie wyraził żadnego sprzeciwu, a wręcz przeciwnie! – Po tych słowach dwójka spuściła głowy i już żaden z nich się nie odzywał. – A wracając do sedna sprawy... – Ciągnął dalej Najwyższy – Rennardzie, czy wiesz może jakim cudem znalazłeś się w tej świątyni?
- Nie panie, nigdy nie chciano mi udzielić tej wiedzy... – Odpowiedział.
- No to czas aby Cię oświecić! Mianowicie... Dawno temu, a dokładnie 170 lat temu Nerull nawiedził mnie w śnie i nadał mi zadanie. Tym zadaniem było pojmanie dwóch elfich dzieci. Ale nie były to dzieci byle jakie. Pan Śmierci starannie wybrał swe ofiary, dokładnie opowiedział mi ich wygląd, położenie oraz straż. Szybko wezwałem innych kapłanów, a Pan Śmierci obdarował nas regimentem spoza grobów. Taak, pamiętam ten dzień kiedy mała armia maszerowała na elfie miasto... Oczywiście doszło do wielkiej bitwy... Wielu z nas w tedy poległo, jednak udało mi się odnaleźć łoża pożądanych dzieci. Jedno z nich wziąłem, jednak kiedy sięgałem po drugie uderzyła we mnie potężna energia! Straciłem prawie w tedy rękę... coś, a raczej ktoś chronił dziecko. Tym kimś był elfi bóg zwany Corellon Lorethian... Natomiast dzieckiem, które udało mi się wynieść byłeś... Ty.
- Czy... to ma znaczyć, że mam brata? A co z moimi rodzicami? – Spytał się niepewnie Rennard.
- Twoi rodzice zostali zgładzeni podczas ataku... A co do twojego... brata... To jest właśnie twoje zadanie. Masz go odnaleźć i... zabić. Może być on niebezpieczny, gdyż ich ten bożek przywiązał do niego specjalną wagę. – Powiedział. Rennard przez chwile stał w milczeniu i się zastanawiał, po czym uśmiechnął się i powiedział:
- Zabijanie go będzie czystą przyjemnością. Wyruszę natychmiast. Powiedz mi panie tylko gdzie mam się udać, aby go znaleźć?
- Musisz udać się najpierw na południe do wioski. Tam powinieneś dostać konia, oraz zapasy. Następnie jedź na północ. Tam w gęstych lasach znajdziesz elfie miasto... Kiedy już wykonasz zadanie, wróć tu a poddamy cię ceremonii nadania kapłaństwa. A teraz idź już... i ... Uważaj na siebie. – Powiedział spokojnie Najwyższy po czym odwrócił się i odszedł do drzwi w przeciwległym końcu sali, a za nim udali się dwaj pozostali kapłani.
Po chwili Rennard został sam w dość dużym pomieszczeniu. Chwilkę obmyślał swoje aktualne położenie, ale w końcu udał się do swej komnaty, aby zebrać wszystkie potrzebne rzeczy.
Zabrał wszystko to co niezbędne do podróży, chociaż nigdy wcześniej nigdzie daleko się nie zapuszczał. Dostał kilka sztuk złota i trochę miedziaków. Nikt się z nim nie żegnał w świątyni. Niektórzy kapłani nie ukrywali że nie lubili zbytnio Rennarda i przy okazji jego odejścia tylko pomrukiwali coś do siebie. Przy wyjściu jedynie Najwyższy życzył mu szczęścia podczas misji i pobłogosławił go. Nie spieszył się. Szedł powoli i starał się wymyślić jakiś plan działania. Nic mu nie przychodziło do głowy, więc skupił się na samej wędrówce. Musiał się udać do jakiegoś miasta, żeby kupić konia. Na piechotę daleko by nie zaszedł z zapasami jakie posiadał. Wiedział że niedaleko leży jakieś miasto. Nie wiedział jak się nazywa, ale w tych okolicach na pewno jest to jakaś wieś, pewnie nawet bez nazwy. Droga ze świątyni nie była zbytnio uczęszczana. Ludzie niechętnie zapuszczali się w ciemny las, a tylko czasami sami kapłani musieli udać się do miasta po podstawowe rzeczy których sami nie potrafili wytworzyć. Rennard maszerował pół dnia zarośniętą ścieżką pomiędzy ciemnym lasem. W końcu drzewa zaczęły się przerzedzać a sama ścieżka złączyła się z inną, szerszą i widać częściej używaną. Na skrzyżowaniu natrafił na drogowskaz pokazujący drogę do Dobrogrodu na południe oraz do Ashtown na zachód. Przypomniał sobie słowa Najwyższego mówiące o tym że musi się udać do miasta na południe i skierował swoje kroki w stronę Dobrogrodu. Wkrótce las wokół niego zaczął ustępować miejsca polom pszenicy oraz łąkom. Co chwila mijał jakiś ludzi, którzy krzywo się na niego patrzeli. To dało mu do myślenia. Wyglądał jak kapłan Nerulla, a z tego co wiedział to w ludzkich osadach niezbyt przepadano za wyznawcami tegoż boga. Musiał zmienić ubiór nim wejdzie do miasta, inaczej pewnie go spalą na stosie. Nie miał żadnego ubrania, w które mógłby się przebrać, więc musiał coś szybko wymyślić. Już się trochę ściemniało, a ludzie pracujący w polu zaczęli powoli rozchodzić się do domów. W tedy Rennard wpadł na pewien pomysł. Rozejrzał się dookoła i wypatrzył samotnego młodego mężczyznę mniej więcej jego postury idącego ścieżką w jego stronę. Nikogo wokół nie było, więc pomyślał że to może być okazja. Naciągnął kaptur i wyrecytował słowa modlitwy, po czym poczuł jak jego dłonie napełniają się energią. Młodzieniec nawet go nie zauważył kiedy stał tak w cieniu. Zdziwił się kiedy raptownie na jago drodze stanęła ciemna zakapturzona postać i momentalnie chwyciła go za gardło. Próbował krzyczeć, ale nie mógł załapać nawet oddechu. Mało tego, nie mógł oddychać nawet po tym jak postać go puściła. Czuł jak skóra na całym ciele zaczyna twardnieć. Padł na ziemię.
Rennard zdziwił się że chłopak padł za sprawą tego zaklęcia. Sam miał go udusić, ale okazał się zbyt słaby. Na tyle słaby że zginął od tego prostego czaru. Stał jeszcze przez chwile nad jego ciałem, które pod wpływem jego mocy rozkładało się w zastraszającym tempie. Kiedy jedyne co pozostało po młodzieńcu to kości, Rennard zdjął ostrożnie z truchła ubranie i szybko się przebrał. Było trochę za duże jak na elfa, ale musiało wystarczać. Wszystkie kości porozrzucał na polu oprócz czaszki którą wziął ze sobą. Wiedział że może być wspaniałym trofeum za pierwszego zabitego z zimną krwią człowieka.
Musiał się teraz bardzo spieszyć, gdyż już prawie na dobre się ściemniło. Z oddali widział już światła miasta. Przyspieszył kroku jeszcze bardziej. Po jakimś czasie doszedł do zamkniętej bramy. Zastukał dużą metalową kołatką w kształcie koła i po paru sekundach na murze ponad bramą pojawiła się głowa strażnika.
- Nie trochę za późno na to żeby z pola wracać? Co? – krzyknął strażnik. Rennard stwierdził, że wziął go za mieszkańca miasta. To mu sprzyjało, więc postanowił wykorzystać jego pomyłkę.
- Panie! Tak się zapracowałem, że nawet nie zauważyłem kiedy się ściemnia! Kiedy się obejrzałem już było całkowicie ciemno. Wpuść mnie proszę, nie będę przecież pod gołym niebem nocować.
- W porządku, ale na przyszłość pilnuj się! Wiesz jakie jest prawo i wiesz że nie wolno mi nikogo wpuszczać po zmierzchu.
Po chwili brama się otworzyła, a Rennard szybko wszedł do środka. Na ulicach nikogo nie było. W oknach widać było płomienie świec, a na kilku ścianach okalających drogę jarzyły się pochodnie. Dość szybko wypatrzył oświetlony pochodnią szyld gospody i tam się udał. Drzwi otwarły się ze skrzypieniem ukazując zadbane, choć dość skromne wnętrze. Przy kilku stolikach siedzieli jacyś ludzie popijający piwo, a za szynkwansem stała kobieta w średnim wieku. Elf podszedł do niej i starając się zachować maniery powiedział.
- Dobrywieczór. Chciałbym wynająć pokój na jedną noc. Najtańszy i najskromniejszy. Czy znajdę tu schronienie?
- Panie! Do gospody pan z kosą przychodzisz? To nie pole! Tutaj nie można nosić żadnych broni. Nie zna pan prawa? – Odpowiedziała mu kobieta swym wysokim i nieprzyjemnym głosem. Widać była bardzo poirytowana jego obecnością.
- Ależ to nie jest broń dobra pani. Przybywam z daleka. Jutro mam zamiar poszukać pracy, a przecież nie dostane pracy na polu bez narzędzi!
- Zostawi pan to tutaj albo zapomnij pan o noclegu.
Chwile się wahał ale w końcu uznał, że będzie to najrozsądniejsze co może w tej chwili zrobić.
- Dobrze... Ile to będzie kosztować? – spytał niepewnie.
- 30 miedziaków. – Odpowiedziała, po czym Rennard rzucił na stół wymienioną kwotę. Wziął klucz i oddał bardzo niechętnie kosę. Następnie udał się do swego pokoju. Był mały. Stała w nim niewielka prycza przykryta kocem, oraz niewielki stolik i skrzynia. Pokój był czysty i zadbany a z małego okna widać było pusty rynek. Odmówił wieczorną modlitwę i położył się spać. Musiał wypocząć przed jutrzejszą podróżą. Chciał jak najszybciej wykonać zadanie. I tylko o tym myślał nim myśli zostały rozwiane przez sen.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Riczi
Wędrowiec
Wędrowiec



Dołączył: 26 Wrz 2005
Posty: 5
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z bumbelandii

PostWysłany: Nie 12:27, 09 Paź 2005    Temat postu:

Cytat:
Kiedy się go o to spyta odpowiada, że ten kto zna jego imię posiada władzę nad jego duszą, a tym jedynym jest Nerull.


Czy mi sie wydaje czy to motyw z ksiazki Urszuli Le Guin "Czarnoksieznik z archipelagu" ? Smile

Cytat:
A co do twojego... brata... To jest właśnie twoje zadanie. Masz go odnaleźć i... zabić. (...)
- Zabijanie go będzie czystą przyjemnością.


Nie znam swojego brata i juz chce go zabic? Smile

Cytat:
Przy wyjściu jedynie Najwyższy życzył mu szczęścia podczas misji i pobłogosławił go. Nie spieszył się. Szedł powoli i starał się wymyślić jakiś plan działania.


Tu tak zwany podmiot domyslny zadzialal... i chociaz mozna sie domyslic kto sie spieszyl, a kto nie, to nie powinno sie tego pisac w ten sposob.

Poza tym opowiadanie mi sie podoba. Czekam na dalsze czesci Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rorschach
Wędrowiec
Wędrowiec



Dołączył: 20 Paź 2005
Posty: 18
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Inąd

PostWysłany: Czw 14:35, 20 Paź 2005    Temat postu:

Riczi napisał:

Czy mi sie wydaje czy to motyw z ksiazki Urszuli Le Guin "Czarnoksieznik z archipelagu" ? Smile

Niekoniecznie, motyw zdobycia władzy nad jednostką dzięki poznaniu jej prawdziwego imienia jest o wiele starszy, pojawia się już w wierzeniach pierwszych Słowian i nie tylko.

Przepraszam za tak późną reakcję, ale wynikła ona z przyczyn raczej obiektywnych.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Twierdza Zdobywców Strona Główna -> Nasza Twórczość Wszystkie czasy w strefie GMT + 4 Godziny
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin